Opcje wyszukiwania rodzina na swoim
Cel kredytu
Przedmiot zakupu
Metraż (max 75m)
Województwo
Miasto
Wartość nieruchomości PLN
Kwota kredytu PLN
Waluta kredytu
Rodzaj rat
Okres kredytu (max 40 lat)
Wiek najstarszego kredytobiorcy lat
Zaawansowane opcje
Opcje wyszukiwania pożyczki hipoteczne
Cel kredytu
Przedmiot zakupu
Wartość nieruchomości PLN
Kwota kredytu PLN
Waluta kredytu
Rodzaj rat
Okres kredytu lat
Wiek najstarszego kredytobiorcy lat
Zaawansowane opcje
Maj 2012
P W Ś C P S N
« kwi    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
Komentarze

    - Z systemem służby zdrowia w naszym kraju jest tak samo jak z systemem emerytalnym, stale ktoś przy nim majstruje tylko efektów nie widać. Mało tego, zapaść naszej publicznej służby zdrowia stale się pogłębia i tylko gruntowne zmiany systemowe, a nie doraźna reanimacja może przynieść jakiś skutek. Jedyną różnica pomiędzy sytuacją polskich emerytów /tych już przebywających na emeryturach oraz tych przyszłych/, a pracownikami służby zdrowia jest to, że ci drudzy na ulicy walczą o swoje prawa, odchodzą nawet od łóżek chorych i robią publiczne głodówki. Emeryci natomiast albo nie mają sił wyjść na ulicę, ponieważ tak leczy ich polski skostniały system medyczny, natomiast przyszli emeryci niestety nie są aż tak zorganizowani. Lekarze wywalczyli sobie całkiem niezłe kontrakty, nieco mniej osiągnęły pielęgniarki oraz personel pomocniczy, ale i tak z płacami nie jest już najgorzej, biorąc pod uwagę obsługę jaką pacjent ma w publicznych szpitalach czy przychodniach, które już teraz z powodu braków środków zaczynają być zamykane. Na upartego można to zrozumieć, bowiem jest to system publiczny finansowany przez państwo. Pytam tylko a gdzie wkład własny lekarzy i personelu pomocniczego?.Jest też jeszcze inna smutna prawda, wywalczenie przez lekarzy zupełnie przyzwoitych warunków płacowych niestety nie idzie w parze z ich fachowością, albo jeszcze gorzej – nie chce im się pracować w systemie NFZ-owskim. Najlepiej natomiast pracuje się im prywatnie, bowiem tylko prywatnie czeszą prawdziwą kasę. Na przykład wizyta u podrzędnego lekarza specjalisty w niewielkim mieście powiatowym to wydatek rzędu 80 złotych. Niedouczony lekarz psychiatra bez praktyki kliniczno-szpitalnej, przyjmujący od przypadku do przypadku w przychodni, ale za to w dużym mieście wojewódzkim każe sobie płacić za prywatna wizytę 120 złotych. Za wizytę w większym mieście u specjalisty ze stopniem naukowym trzeba zapłacić 100-120 złotych – często nawet więcej – a wizyta u profesora dochodzi do 150 złotych. Jeżeli chodzi o zdrowie pacjent zrobi wszystko, nawet się zapożyczy. Problem tylko w tym, że z tą fachowością panów doktorów i profesorów również jest różnie i różnie wyglądają u  nich wizyty. Ich wkład własny w udzielenie fachowej pomocy lekarskiej niewiele różni się od tego w szpitalach czy publicznych przychodniach. Paranoja absurdu zaczyna się niebezpiecznie nakręcać. Tymczasem publiczna służba zdrowia leży na obu łopatkach. Prawda jest taka, że Narodowy Fundusz Zdrowia albo nie ma wystarczającej puli pieniędzy, albo jest niemobilny i źle zarządzany. W jednostkach publicznych służby zdrowia kończą się pieniądze na długo przed zakończeniem roku bilansowego i pacjenci nie są już przyjmowani, a do przychodni niepublicznych zostają tylko przyjmowani pacjenci spoza NFZ-owskiej obsługi. Spirala paranoi nadal się nakręca – gorzko stwierdził jeden z pacjentów.

    Loading...

    Leave a Reply

    You must be logged in to post a comment.